czwartek, 9 lutego 2017

Mam niesamowicie dużo pracy. I to takiej pracy, za którą nie przepadam. Więc zanim do niej przystąpię, napiszę parę słówek. 
Kiedy po zawodach strzeleckich obudziłam się rano z okropnym bólem pleców, pomyślałam, że przeziębiłam nerki. W końcu leżałam dłuższy czas na ziemi, co prawda na materacy, ale może to było za mało? Nie mogłam się ruszać, nie miałam siły gdziekolwiek iść. Nie poszłam do szkoły, po prostu leżałam i zwijałam się z bólu. Mniej więcej koło godziny szesnastej usłyszałam, że ktoś woła mnie pod oknem. Byłą to nasza znajoma, która pracowała w żłobku. Okazało się, że nikt nie przyszedł po Ewelinkę, moją siostrę. Z czołgałam się z łóżka i poszłam. Na schodach żłobka czekała Ewelina z jedną opiekunką, bardzo zniecierpliwioną. Mama po nią nie przyszła i nie dała nikomu znać, żeby odebrać dziecko. Zresztą nie pokazała się w domu przez parę dni. Zaprowadziłam Ewelinę do babci i sama postanowiłam pójść do szpitala, do lekarza. Kiedy mnie zbadał, na szybko zrobił jakieś badania krwi i moczu, powiedział, że to dolegliwość, z którą muszę zgłosić się do ginekologa, a nie do niego. Bardzo szybko skojarzyłam bóle z jajnikami. Jak nie nerki, to na pewno jajniki. Trudno, pójdę do ginekologa. Czekała mnie więc pierwsza w życiu wizyta u lekarza, który u większości kobiet wywoływał stres. Słynny w Ząbkowicach doktor Albiński prowadził swoją prywatną praktykę wówczas na ulicy Mickiewicza. Poszłam więc. Towarzyszyła mi babcia. Usiadłam w poczekalni i czekałam na swoją kolej...
W tym miejscy muszę się trochę cofnąć we wspomnieniach :)
W grudniu poprzedniego roku matką została moja koleżanka zarówno ze szkoły jak i z ulicy, Beata. Chwilę potem, bodajże w kwietniu inna koleżanka ze szkoły, również Beata, też została matką. Moja babcia nie była zwolenniczką wczesnego macierzyństwa, więc niezbyt pochlebnie wyrażała się o moich koleżankach. A syn Beaty, Tomek był takim cudownym niemowlakiem. Zawsze uśmiechnięty blondynek z niebieskimi oczętami... Wyglądał jak żywa reklama mleka BEBIKO :) Babcia mijając wózek z Tomkiem, zawsze zachwycała się nim jako dzieckiem, ale zaraz potem mówiła, że za wcześnie. A syn drugiej Beaty, Dawid wzbudzał emocje w mojej klasie, u wychowawcy, bo jego ojciec był kolegą z klasy. Pamiętam jak dziś dzień, w którym Papiernik nas informował o tym, że Jasiu został ojcem. I z jaką trudnością dobierał słowa, żeby nam o tym powiedzieć.
W końcu przyszła moja kolej. Weszłam do gabinetu, ogólnie zawstydzona i skrępowana. Ale postawa lekarza niezwykle mnie zaskoczyła. Słyszałam o nim różne opinie, od pozytywnych poprzez skrajnie negatywne. A tu, miły, szpakowaty pan każe mi usiąść przy biurku i opowiedzieć z czym przychodzę. Powiedziałam wówczas o bólu w plecach i innych dolegliwościach. Zapytał oczywiście o ostatnia miesiączkę i po tej dość przyjemnej rozmowie zaprosił mnie na fotel... Po badaniu jeszcze raz zapytał o tę nieszczęsną miesiączkę i czy na pewno nic mi się nie pomyliło. Nic mi się nie pomyliło, a to że były mniej obfite niż zwykle? To chyba się zdarza? 
Pan doktor ponownie zaprosił mnie do biurka i zaczął rozmowę, taką bez pośpiechu. Co robię? Jak mi idzie w szkole? Jakie mam plany, co z chłopakiem i jego planami? A potem... poinformował mnie, że minął czwarty miesiąc ciąży i że niedługo poczuję ruchy dziecka. Nie wiem, czy od razu ta wiadomość dotarła do mojego mózgu. Chyba nie. Potrzebowałam chwili na przetrawienie informacji. A potem powiedziałam jedynie: aha... Następną informacją było to, że bóle które odczuwam spowodowane są rozwarciem, czyli, że w ten sposób rozpoczyna się akcja porodowa. Oczywiście jest to stanowczo za wcześnie i dziecko nie ma szans na przeżycie. A teraz mam tylko chwilę na podjecie decyzji: Jedna tabletka i po kłopocie, albo pobyt w szpitalu pod kroplówką podtrzymującą ciążę?
W jednej, krótkiej chwili podjęłam decyzję o zostaniu młodocianą matka, bez konsultacji z kimkolwiek, nawet z ojcem dziecka. Pan doktor zaopatrzył mnie w leki z prywatnej swojej apteczki i odesłał do szpitala. Napisał również jakiś list, z którym poszłam na oddział. Nie wiem, co w nim było, ale byłam traktowana jak królowa :) Ta wizyta byłą początkiem doskonałych relacji z doktorem Albińskim. Temu człowiekowi zawdzięczam to, że mogę cieszyć się macierzyństwem. 
A o dalszych, ciążowych perypetiach ... CDN 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz