poniedziałek, 18 stycznia 2016

I znowu doba mi się kurczy. Przydałoby się parę dodatkowych godzin, żeby spokojnie pozałatwiać wszystkie sprawy. Dziś korzystam z dnia wolnego... i tego, że jeszcze nie chce mi się przystępować do domowych obowiązków. 
Czas wrócić do wspomnień:
Nadszedł czas zakończenia podstawówki. Po odebraniu świadectwa i pożegnaniu starych, szkolnych kątów przystąpiliśmy do przygotowań do egzaminów wstępnych do szkół średnich. Mieliśmy na to około dwóch tygodni. Sama nie miałam zaległości, ale... jak to ze mną bywało i bywa nadal, znalazłam sobie misję. Koleżanka z klasy nie wierzyła w swoje siły i postanowiła iść do zawodówki. Wiola była osobą bardzo nieśmiałą i wycofaną. Ale ja, w głębi serca w nią wierzyłam. I nie dlatego, że byliśmy bliskimi koleżankami. Właściwie Wiola kolegowała się z Agnieszką W. Namówiłam ją do złożenia dokumentów do szkoły średniej. Argument miałam prosty: jeśli ci się nie uda, zawsze zdążysz pójść do zawodówki. Zaraz po zakończeniu roku szkolnego przystąpiłam do udzielania korepetycji z matematyki. Nie pamiętam, czy powtarzałyśmy również język polski. Pracowałyśmy bardzo intensywnie, chyba nawet codziennie. Aż nadszedł czas egzaminów. Na swój szłam spokojna. Język polski napisałam szybko i obszernie. Na drugi dzień pisaliśmy matematykę. Cały czas trzymałam kciuki za Wiolę. A mój egzamin... w ogóle się nim nie przejęłam. Kiedy zapisano na tablicy zadania, wydały mi się wręcz trywialne. Pamiętam, że na pięć zadań należało zrobić trzy. Na wszelki wypadek zrobiłam wszystkie. Z każdej strony słyszałam prośby o pomoc. Posłałam wiec we wszystkie kierunki rozwiązania, a sama postanowiłam oddać swoją pracę przed czasem. Egzaminował nas nauczyciel, którego uczniowie starszych klas nazywali Sumem. Nie wiem, czy z powodu sumiastych wąsów czy tego, że uczył matematyki. Sum odebrał moją pracę i powiedział: nie rezygnuj, minęło dopiero 15 minut, masz jeszcze dużo czasu. Przez chwilę nie wiedziałam o co mu chodzi. A kiedy się zorientowałam, powiedziałam grzecznie, że już skończyłam :) Sprawdził zadania na moich oczach i postawił mi ogromną piątkę. Tak, że wynik egzaminu był mi znany. Mogłam spokojnie rozpocząć wakacje. Wiola dostała chyba czwórkę. I to był mój powód do dumy. Zostałam uczennicą Zespołu Szkół Budowlanych, technikum budowlanego o kierunku: dokumentacja budowlana :) Karierę w owej szkole robiłam błyskawiczną... aczkolwiek krótką :) Ale o tym w następnych postach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz