piątek, 1 kwietnia 2016

Podejrzewam, że nie mogłabym utrzymywać się z pisania, ponieważ jestem okropnie niesystematyczna. Najlepiej działam pod presją czasu, więc wszystkie zawodowe zobowiązania realizuję. Ale blog... to tylko prywatne hobby. 
Czas powrócić do szkoły. Ubrać w słowa wspomnienia. Nie wiem od czego zacząć, może od swoich wrażeń dotyczących nowych nauczycieli? 
Pierwsza lekcja matematyki:
Kiedy zajęliśmy miejsca w ławkach, nauczycielka przystąpiła do odczytywania listy obecności. Musieliśmy wstać i zaprezentować swoje oblicze, żeby pani Lucyna Miszkiewicz, matematyczka, mogła powiązać twarz z nazwiskiem. Miała niesamowitą pamięć. Do tego zdolności śledcze :) Za skarby świata nie dało się dopisać do dziennika żadnego stopnia. Bezbłędnie wyławiała podróbki. Bez względu na to, czy oszustwo dotyczyło jej przedmiotu czy innego nauczyciela. Do tego pisała piórem z czarnym atramentem. 
Kiedy doszła do mojego nazwiska, popatrzyła na mnie i powiedziała: a, to ty. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, o co chodzi. Ale dowiedziałam się bardzo szybko. Okazało się, że napisałam egzamin wstępny z matematyki w rekordowym czasie i na maksymalną liczbę punktów. Pani Miszkiewicz postanowiła rozszerzyć moją matematyczną wiedzę :) W trakcie lekcji wprowadzała nas wszystkich w tajniki wiedzy matematycznej. Nie wiem, czy wszyscy odczuwali tak samo, ale dla mnie była doskonałą matematyczką, która bardzo jasno i przejrzyście wykładała tematy. Kiedy dochodziliśmy do zadań domowych, klasa dostawała zadania z podręcznika, ja natomiast ze zbioru zadań dla studentów. Gdyby było mi dane ukończyć szkołę z panią Miszkiewicz jako nauczycielką, myślę, że moja wiedza matematyczna byłaby jeszcze większa, niż jest obecnie. Nauczyła mnie cierpliwości, konsekwencji w dochodzeniu do rozwiązania, umiejętności upraszczania, logicznego myślenia. Parę razy zaprosiła mnie do siebie do mieszkania. Mieszkała wówczas w bloku na osiedlu. Miałyśmy w planach start w olimpiadzie matematycznej. Ale moje życie potoczyło się niestety inaczej. Kiedy przeniosłam się na wydział zaoczny, podcięto tam moje matematyczne skrzydła. Ale i tak maturę zdałam celująco. Na studiach wyszły niestety moje braki :) Całki, macierze, normy... te tematy były na wydziale zaocznym całkowicie pominięte. Pomimo to dałam radę. Co jeszcze zawdzięczam pani Miszkiewicz? O tym mogą powiedzieć ci wszyscy, którzy korzystali z moich usług jako korepetytorki :) Ponoć doskonale i cierpliwie, w prosty sposób, potrafię nauczyć. Po paru latach, już po ukończeniu szkoły, spotykałam swoją matematyczkę w innych okolicznościach. Pani Miszkiewicz była zapaloną grzybiarką. A ja... instruktorką ZHP. Spotykałyśmy się na naszej bazie obozowej w Wojnowie. Za każdym razem pytała mnie, czy mam udane życie. Bo nie mogła wybaczyć mojemu mężowi, że porzuciłam naukową karierę dla wychowywania dzieci :) A kiedy jej mąż został pierwszym burmistrzem i jednocześnie przełożonym mojego męża, za każdym razem wypominał mu naszą decyzję :) 
Nie wiem, jak potoczyłoby się moje życie i kariera zawodowa, gdybym ukończyła technikum budowlane. Z całą pewnością mogę natomiast powiedzieć, że nie żałuję mojej decyzji o zostaniu matką w wieku 17 lat. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz