środa, 18 stycznia 2017

Styczeń 1986 roku był również śnieżny i mroźny. Dobiegły końca zimowe ferie i trzeba było wrócić do szkoły. Pamiętam jak dziś, że pierwszą lekcją była chemia. Do tego z zastępstwem, bo pani Jakóbczyk była wtedy na macierzyńskim. Okropnie źle się czułam. Było mi słabo i bolały mnie kości. Jak nic przeziębienie. Nauczycielka wysłała mnie do gabinetu lekarskiego. Szkolnym lekarzem był wówczas pan Tadeusz Dulski, niektórym miłośnikom literatury znany pod pseudonimem Maciej Przegonia. Nie miałam pojęcia, że stoję przed człowiekiem, który oprócz bycia szkolnym lekarzem, pisze świetne książki. Ale wtedy nie miało to żadnego znaczenia. Razem z lekarzem w gabinecie urzędowała pielęgniarka, przesympatyczna pani Halinka. Kiedy weszłam do środka i powiedziałam, że się źle czuję, pan doktor podprowadził mnie do okna i zajrzał głęboko w oczy. A potem powiedział do pielęgniarki: Pani Halinko, pani wie co robić? - Oczywiście panie doktorze! I pani Halinka wyszła z gabinetu. Zapytałam czy również mogę iść. Doktor kazał mi cierpliwie czekać. Nie powiedział tylko na co. Siedziałam więc i czułam się coraz bardziej nieswojo. Aż tu do gabinetu wchodzą pracownicy pogotowia i zapraszają mnie do karetki. Ale o co chodzi? Diagnoza była jednoznaczna- żółtaczka zakaźna :) Nie miało znaczenia to, że mieszkam obok szkoły. Nie mogłam wrócić do domu. Szkoła powiadomiła oczywiście babcię o tym, że zabrano mnie na oddział zakaźny. Wyszłam z gabinetu w eskorcie sanitariuszy, żegnana wylewnie przez całą moją klasę. Niektórzy próbowali nawet mnie całować, mając nadzieję na zakażenie :) Wtedy chyba nie zdawaliśmy sobie sprawy czym jest żółtaczka zakaźna. A ta podstępna, cholerna choroba zabrała mi kilka miesięcy z życia i do końca życie wyeliminowała mnie z pewnych rzeczy. Nie mogę być krwiodawcą, nie mogę być dawcą narządów czy szpiku. Przez wiele miesięcy byłam na ścisłej diecie, musiałam uważać na to, co robię, nie biegać, nie ćwiczyć a nawet umiarkowanie się śmiać i płakać. Bo wzruszenia nie sprzyjają rekonwalescencji. Moja choroba i pobyt w szpitalu miała wpływ na jeszcze jeden, bardzo ważny aspekt mojego życia, ale o tym w następnym poście.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz