Tyle tematów plącze mi się po głowie, że nie mam pojęcia o czym napisać. A zbieram się do pisania od dawna. Ciągle coś mi staje na przeszkodzie. Najprawdopodobniej znowu potrzebowałam katalizatora. I oto się pojawił...
Wracałam z szybkich zakupów i spotkałam szefową i założycielkę Ząbkowickiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Kobietę niezwykle aktywną i kreatywną. W ciągu zaledwie pięciu minut zdała relację z działalności członków ZUTW. A wszystkie działania zostały udokumentowane na Facebooku. Oglądałam zdjęcia, zarówno te z górskich wędrówek, jak i z występu zespołów...tanecznych :)
A po powrocie do domu naszła mnie refleksja... jak te czasy się zmieniły. Sama zbliżam się do pięćdziesiątki, ale absolutnie nie powoduje to u mnie frustracji. Wręcz przeciwnie, teraz mogę sobie pozwolić na znacznie więcej. Bez skrępowania mówię o swoich potrzebach i oczekiwaniach, wyrażam opinie i poglądy. Ale... Kiedyś tak nie było. Kobiety, starsze kobiety nie miały takiej swobody. Tylu rzeczy im nie wypadało robić. Wspominam swoją babcię, która w 1986 roku była 59 letnią kobietą. Ubrana w workowate ciuchy, z chusteczką na głowie i z siatką, w której nosiła portfel. Żadnej aktywności, jedynie spacer i zakupy. Całe godziny spędzała na wyglądaniu przez okno. Taki swoisty monitoring. Ale to nie wszystko. Miałam ciotkę, starszą siostrę babci. Kobietę niezwykle elegancką i wyzwoloną. Ale to jej wyzwolenie było nieustannie wyszydzane: stara lampucera, patrzcie jak się wymalowała, patrzcie jak się ubrała, buty na obcasie w jej wieku??? Tak, nie miała ciotka poważania w lokalnym społeczeństwie. Wyprzedzała epokę.
Wspomnijmy naszych rodziców, czy uprawiali jakąkolwiek aktywność? Bieganie, rower, nie daj Boże wrotki? Nie, bo zamężnym/żonatym nie wypada. Sama, mając lat zaledwie trzydzieści, spotkałam się z krytyką. Zabawiałam dzieci na ulicy, organizując różne zabawy, skakanie na lince, rozgrywki w badmintona, jazda na rolkach... No i te rolki najbardziej oburzyły sąsiadów. Usłyszałam, że trzeba zrobić mi dziecko, bo najwidoczniej się nudzę. A teraz... jako babcia jeżdżę z wnuczką na rolkach, biegam, wspinam się na ścianki... pełna swoboda, nikogo to na szczęście już nie bulwersuje. W latach dziewięćdziesiątych miałam okazję wyjechać do Niemiec. Byłam zachwycona obserwując seniorów jeżdżących na rowerze, rolkach, biegających, bez skrępowania kąpiących się w strojach kąpielowych na basenie. A jednocześnie nie potrafiłam wyobrazić sobie w takiej sytuacji mojej babci. W Polsce, kiedy widziało się wycieczkę starszych ludzi, ubranych w krótkie spodenki, to od razu przyczepiało się etykietkę: patrzcie, stare niemry przyjechały. Potem zaczęło się to zmieniać. Na szczęście. Choć aktywność naszych seniorów rodziła się w bólach. Pamiętam, jak zaprzyjaźnione mi małżeństwo zaczęło uprawiać nordic walking. Byli prekursorami tej dyscypliny w Ząbkowicach. Szli z uśmiechem na spacer z kijkami... a za plecami rozlegały się opinie: patrzcie, ktoś im narty zapier...
A teraz... miód mi się po sercu rozlewa, kiedy widzę swoich starszych znajomych spacerujących z kijkami, jeżdżących na rowerze, chodzących na basen, w góry czy na różnorakie wykłady.
Apropo roweru, coś mi się przypomniało... W latach osiemdziesiątych pewien człowiek, wówczas mógł mieć około czterdziestu lat, uprawiał kolarstwo i jako pierwszy jeździł w kolarskich stroju. Opinie na jego temat były jednorakie. Włącznie z oskarżeniem, że jeździ w opiętym kombinezonie, z jajami na wierzchu...
Tak, że cieszcie się rowerzyści. W mentalności polskiego społeczeństwa nastąpiła zmiana, na szczęście dla wszystkich, którzy chcą pozostać aktywnymi do późnej starości. Oby tylko zdrówko dopisało :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz