czwartek, 7 czerwca 2018

Ostatni wpis pochodzi z 15 marca. Nieustannie szukałam powodów, żeby nie pisać. Ale już jest czerwiec, kończy się pierwsze półrocze...

Za dwa dni moja córka wychodzi za mąż. Tak mi szkoda, że babcia nie doczekała wesela swojej najstarszej wnuczki. Myślałam zawsze, że raczej będę się martwić, że babcia na jej weselu narozrabia, a nie że już jej na tym świecie nie będzie :(
Źle się ten rok zaczął. Mam wrażenie, że tylko uczestniczyłam w pogrzebach. Ciągle kogoś żegnałam... Może to wesele coś zmieni? Może przyszedł w końcu czas na odrobinę radości? 

Zaraz po weselu wyjeżdżam na obóz. Nie, nie harcerski :) Tym razem jadę jako uczestnik i z tego powodu nie mogę się go doczekać. Choć jazda zaraz po weselu trochę mnie przeraża. Na wszelki wypadek już się spakowałam, bo nie chciałabym powtórzyć doświadczeń z mojego pierwszego w życiu obozu i zapomnieć np. bielizny :) A byłoby to możliwe, gdybym pakowała się w niedzielny poranek. Jeszcze obóz, egzamin z angielskiego i ... prawie dobrnęłam do końca roku akademickiego. A wydawało się to takie odległe.

W ostatnim czasie zorganizowałyśmy z koleżanką spotkanie klasy z podstawówki. Może nie było nas dużo, ale było to bardzo sympatyczne przeżycie. Jakby czas się cofnął... chociaż wszyscy jesteśmy o 34 lata starsi. Po latach okazuje się, że byliśmy naprawdę zgraną klasą. Wiecie co fajnego jest w takich spotkaniach po latach? Jak się ma prawie pięćdziesiąt lat można mówić co się myśli, przyznać się do błędu i powiedzieć: cieszę się, że niektórych rzeczy uniknęłam.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz