niedziela, 5 lipca 2015

Sygnał "Lata z radiem" przenosi mnie w czas wakacji z dzieciństwa. Słońce wpadające do babcinej kuchni. Zaczynam dzień od mycia podłogi. Jasnopopielata wykładzina łatwo się brudziła, a ja, nie wiedzieć dlaczego, uwielbiałam ją myć w takt płynących z radia melodii. "Don't come easy", "Felicita", "Dmuchawce, latawce..." Plan dnia krystalizował się później. Basen, wycieczka rowerowa czy piesza albo zwyczajne, podwórkowe zabawy.
Razem z Mariolą miałyśmy jeszcze inną, wakacyjną rozrywkę: jeździłyśmy z moją ciocią do pracy. Ciocia pracowała w wiejskim sklepie, a my bardzo chętnie jej towarzyszyłyśmy. Wykładanie towaru na półki wiejskiego sklepu niesie ze sobą niebezpieczeństwo :) Mianowicie... myszy. Moja ciocia bardzo się tych stworzonek bała, wiec chętnie korzystała z mojej pomocy. Mariola zapewniała nas, że również żadna mysz nie jest jej straszna. Czas te zapewnienia zweryfikował. Nawet bardzo szybko. Scenę widzę, jakby miała miejsce wczoraj :) Wykładamy na półki z kartonów konserwy. Ciocia obsługuje klientów. Wiejska sielanka. W pewnym momencie z kartonu wystawia pyszczek myszka.
 - O, mysz!- powiedziałam do Marioli. To, co później nastąpiło nie da się opisać słowami. Ciocia w tempie iście olimpijskim wskoczyła na ladę z ogromnym wrzaskiem. Mariola zrobiła to samo, w niczym cioci nie ustępując. Ja stałam osłupiała i patrzyłam jak ta scena się rozwinie. A one obie zażądały ode mnie natychmiastowego działania, czyli unicestwienie tego potwora. Oczywiście mysz nie czekała na rozwój sytuacji, tylko czmychnęła do magazynu. 
Inną formą wakacyjnej rozrywki były próby podejmowania pracy zarobkowej. Nie potrzebowaliśmy wielkich pieniędzy, ale samodzielne zarobienie paru groszy sprawiało nam frajdę. Chodziliśmy wiec do truskawek, porzeczek, malin... a jak nam się znudziło, porzucaliśmy pracę i szli na basen. Fantastyczne czasy. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz