Sierpień 1984 obfitował w wydarzenia. Mniej więcej w połowie sierpnia zmarła moja przyszywana ciocia-babcia Miłosiowa. Nie wiem czy dożyła sześćdziesiątki. Zmarła na raka.Muszę nadmienić, że kiedy miałam 15 lat, wszyscy powyżej trzydziestki wydawali mi się starzy :) Zanim się rozchorowała była cudownym, wesołym człowiekiem. Nie za wysoka, mocno otyła, ale z niesamowitym dystansem do siebie. Potwornie przeklinała. Każdy jej to wybaczał, bo bez kur... na ustach, czegoś brakowało w wypowiedziach. Często gościłam w jej domu na wsi. Tak naprawdę większość moich wiejskich wspomnień jest związanych z Tarnawą. Kiedy zmarła, chciałam w jakiś sposób pomóc. Powierzono mi misję rozwieszania klepsydr. Kiedyś zawiadomieniami o śmierci zajmowali się najbliżsi, nie zakład pogrzebowy. Tak samo było z myciem i ubieraniem. Przy okazji urodzin mojego męża, 15 sierpnia, opisywałam dzień, w którym rozwieszałam klepsydry.
Rysiek zaoferował mi swoją pomoc. I zawędrowaliśmy w okolice ogólniaka na Boh. Getta. Tam złapał nas letni, ciepły, aczkolwiek obfity deszcz. Schowaliśmy się pod jabłonką. Deszcz padał coraz intensywniej, a my przysuwaliśmy się do siebie coraz bliżej... I tak jakoś się zdarzyło, że nasze usta się ze sobą zetknęły... Pierwszy pocałunek... w deszczu, pod jabłonką, której już niestety nie ma. Dopiero w drodze powrotnej do domu, kiedy powtórzyliśmy go pod moim domem, dowiedziałam się o dwudziestych urodzinach. Tak więc teraz, 15 sierpnia, świętujemy dwie rocznice :-)
Po tym romantycznym wydarzeniu zostaliśmy uznani na naszej ulicy za parę. I wtedy miało miejsce zdarzenie, które dzisiaj mnie śmieszy. Ale w tamten sierpniowy wieczór nie było mi do śmiechu :(
Siedzieliśmy na ulicy , na naszym słynnym kamieniu. Iza, Darek, Grzesiek, Piotrek. Kumple w różnym wieku. Już wcześniej wspominałam, że w naszych kumpelskich, podwórkowych relacjach wiek nie odgrywał roli. Nagle, zza rogu budynku, wyłonił się Rysiek prowadząc za rękę jakąś dziewczynę. To, że szedł z laską nie miało znaczenia. Ale on udał, że nas nie widzi. Moja duma została mocno nadszarpnięta. Chłopcy postanowili wyśledzić, co też mój chłopak robi z obcą laską. Niestety, zaprowadził ją do domu i detektywi nie mogli kontynuować obserwacji. Padł pomysł, żeby pójść do mnie do domu i prowadzić obserwację z kuchennego okna, które sąsiadowało z oknem jego małego pokoju. Zrezygnowaliśmy z pomysłu na rzecz zabawy w cegłówki. Ale wszyscy patrzyli na Ryśka spod byka. Oczywiście, że Rysiu się tłumaczył, że musiał zaopiekować się dziewczyną Alka, kolegi z ulicy. Parę miesięcy temu zaprosiliśmy Alka do naszego domu na piwko. Po paru piwach wypłynęła sprawa dziewczyny. Panowie po ponad trzydziestu latach plątali się w zeznaniach, więc zaniechałam rozwiązania sprawy :-) Niech zostanie, że to była tylko koleżeńska przysługa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz