Maj był w pełnym rozkwicie. Zrobiło się wręcz upalnie. Nadal nie miałam okazji spotkać mojego chłopaka. Właściwie pogodziłam się z myślą, że puścił mnie w trąbę. Czego oczy nie widzą... w sumie można się przyzwyczaić. Rok szkolny zbliżał się ku końcowi, miałam sporo zajęć. Aż tu, dnia pewnego...
Znalazłam się na ząbkowickim rynku (Plac 15-go Grudnia, tak wówczas nazywał się dzisiejszy Rynek) w niewłaściwym dla mnie czasie. Idąc, ujrzałam przed sobą coś, jakby sylwetkę mojego chłopaka. W zasadzie nic dziwnego, skoro mieszkaliśmy w tym samym mieście, ba, na tej samej ulicy nawet :) Tyle, że idący przede mną chłopak trzymał za rękę jakąś nieznaną mi blondynkę, przyodzianą w białe spodnie. Z mojej perspektywy wyglądała na dość dupiastą. Niestety znikli mi za rogiem i nie miałam pewności, czy to był on. Ale nasz ryneczek do zbyt wielkich nie należy. Odwróciłam się na pięcie i poszłam w przeciwnym kierunku. Po chwili miałam mojego ukochanego, trzymającego za rękę nie tylko dupiastą, ale również cycatą blondynę, dokładnie przed sobą. Można powiedzieć face to face. Widok ten zmroził mnie całkowicie. Urażona duma od razu przystąpiła do kontrofensywy. Z ogromną bryłą lodu w sercu i promiennym uśmiechem na twarzy... przywitałam się serdecznie. Trzeba było widzieć jego minę. Pewnie spodziewał się jakiejś sceny zazdrości, a tu, cześć, co słychać?
Bryła lodu w moim sercu niestety nie chciała odtajać. Byłam zawiedziona, zraniona i zdradzona. Dodatkowo do moich problemów uczuciowych swój kamyczek dorzuciła mi mamusia. Szalała jak nastolatka bez zobowiązań, zostawiając dzieci. W pewnym momencie miałam dość, poczułam, że chyba więcej nie uniosę. Zabrałam do plecaka swój pamiętnik i fiolkę z tabletkami. Tabletki przepisał mi doktor Dulski, nasz szkolny lekarz. Byłam lekko przeziębiona, a nasz doktor nie szafował zwolnieniami. Kazał mi łykać tabletki i zasuwać do szkoły. Pamiętam, że wzięłam zaledwie kilka i bardzo źle się poczułam. Kręciło mi się w głowie. Pewnie dlatego pomyślałam, że będą doskonałe, żeby wreszcie zakończyć to moje nędzne (tak wtedy pomyślałam) życie. Poszłam na łąkę za ogólniak. Usiadłam nad rzeczką, oparłam się o drzewo i zaczęłam pisać... Wylewałam żal na kartki pamiętnika, czułam się nieszczęśliwa. Wielokrotnie przeliczałam tabletki, aż ... Przyszła mi do głowy taka myśl: dlaczego do cholery mam schodzić z drogi tym wszystkim, którzy mnie wkurzają? Dlaczego mam komukolwiek ułatwiać życie? Chłopak? Moja babcia Talarkowa powtarzała, że tego kwiata pół świata. Mama? W końcu jest dorosła i nie mogę całe życie zamieniać się z nią rolami. Nie, nie zamierzam schodzić z tego świata, nie zamierzam skracać swojej ziemskiej drogi!!!
Tabletki wylądowały w rzece. A ja wstałam, otrzepałam ciuchy z trawy i postanowiłam stawić czoła wszystkim przeciwnościom!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz