czwartek, 8 czerwca 2017

Tak się zastanawiam, o czym napisać? Czy dalej poświęcić się półrocznemu podsumowaniu, czy może powrócić do wspomnień? Jest czerwiec... więc trochę wspomnień :)
Czerwiec 1986 roku, pomimo zbliżających się wakacji, był najsmutniejszym miesiącem w całej mojej edukacji. Nabiłam sobie do głowy, że zgodnie z sugestią szkolnej pedagog przeniosę się na wydział zaoczny. I nie docierały do mnie argumenty życzliwych mi ludzi, którzy z całych sił próbowali mnie od tego odwieść. Dotrwałam więc do zakończenia roku szkolnego. Cała część artystyczna odbywała się na sali widowiskowej ZOK. Po uroczystości,Władek Tokaruk, nasz nauczyciel PO zaprosił nas na kawę do kawiarni. Poszła spora grupka. Wszyscy starali się jak mogli, żeby sprawić mi przyjemność, ale z każdą chwilą ogarniał mnie smutek. Poczucie, że coś właśnie tracę. Bo już za chwilę miałam przestać być cząstką tej grupy, z którą byłam mocno zżyta.
Zaraz, na początku tygodnia pojechałam do Kłodzka, żeby zapisać się na wydział zaoczny. Towarzyszyła mi ciocia Dorota, która miała możliwość dokończyć swoją edukację w kłodzkim liceum medycznym, pomimo że była w ciąży. Ale mnie spotkało pierwsze rozczarowanie, okazało się, że nie ma zaocznego technikum budowlanego. Pomyślałam wtedy, żeby nie rezygnować z dotychczasowej szkoły, ale zabrałam już dokumenty i na powrót musiałam dostać zgodę kuratorium. Niezawodna ciocia Dorota zaoferowała mi swoje towarzystwo w podróży do Wałbrzycha. Sama podróż była dla mnie koszmarem. Autobus nie ominął żadnej wioski od Ząbkowic do Wałbrzycha. Było koszmarnie gorąco, a ja cierpiałam na chorobę lokomocyjną. W Wałbrzychu wysiadłam ledwie żywa. Myślałam, że już nie może być gorzej. I jakże się myliłam!!! W budynku kuratorium odsyłano mnie od pokoju do pokoju, aż w końcu trafiłam do właściwego. Tam "przyjęła" mnie najbardziej niesympatyczna osoba, jaką udało mi się spotkać w całym moim życiu. Dowiedziałam się od tej pani, że trzeba było o edukacji myśleć wcześniej. I nie miało dla niej znaczenia to, że osiągałam jedne z najlepszych w szkole wyników w nauczaniu. To, co mnie spotkało w kuratorium, to nie było rozczarowanie, to było upokorzenie. Totalne upokorzenie...
Muszę wychodzić do pracy, o reszcie swoich przeżyć opowiem w następnym wpisie :) 
Miłego, słonecznego piątku!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz