Przeglądam stare wpisy. W pierwszym roku pisania bloga umieściłam 70 postów, w drugim już tylko 30, a w obecnym... Straszny regres :) Koniecznie muszę się poprawić. Choć to wcale nie jest takie proste. Czasami wybiegam na poranny trening i wtedy w głowie układają mi się fantastyczne teksty. Ale po powrocie do domu najczęściej nie mam czasu, żeby od razu je napisać, a potem... wena odchodzi. Tym bardziej, że to, co chciałabym zrobić jednego dnia nijak nie można zmieścić w 24 godzinach. Przygotowałam sobie całą stertę książek do przeczytania, chciałabym na bieżąco pogłębiać wiedzę z niemieckiego i uczestniczyć w zajęciach, spędzać czas z wnuczką, należycie wywiązywać się ze służbowych obowiązków, pogłębiać wiedzę (zapisałam się na studia, start w październiku), biegać, ogarniać mieszkanie i wszystkie domowe obowiązki, na bieżąco administrować grupę na Facebooku, spotykać się na żywo z przyjaciółmi i... również na bieżąco i regularnie pisać bloga :) Trochę mnie poniosło. A... od czasu do czasu wziąć udział w jakimś kulturalnym wydarzeniu i jeszcze... tęsknię do górskich wędrówek.
Muszę zaplanować sobie czas i zajęcia, bo inaczej czarno widzę moje zdrowie psychiczne. Zwłaszcza, że jak z czymś nie zdążam, mam poczucie klęski i wyrzuty sumienia :)
Nie wiem czym ten pośpiech u mnie jest spowodowany. Zauważyłam, że nie potrafię się zrelaksować, wyciszyć, zamknąć oczy i po prostu nic nie robić. Słuchać szumu deszczu albo śpiewu ptaków. Wystawić twarz do słońca...
A ja, jeżeli nie wykonuję przynajmniej dwóch czynności naraz, mam poczucie zmarnowanego czasu. Co ze mną jest nie tak?
Koniecznie muszę przystąpić do planowania, do szczegółowego rozpisania, co?, gdzie?, kiedy? i jak długo?
Jutro!!! W ostatni, roboczy dzień mojego urlopu :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz