poniedziałek, 7 stycznia 2019


Poniedziałek- właśnie minął  pierwszy tydzień 2019 roku. Tym razem nie robiłam podsumowań ani planów na rok następny. W myśl piosenki Anety Lipnickiej „ Wszystko się może zdarzyć”…

Zeszły rok  miałam zaplanowany. A potem nadszedł ten straszny dzień, w którym zawalił się mój świat. Wyrwa w sercu nadal się nie zasklepiła. Tęsknię… a za sześć dni minie rok od nagłej  śmierci mamy. Mama rozpoczęła czarną serię pożegnań. W całym roku pożegnałam wielu bliższych
i dalszych znajomych. Ludzi, po których pozostały wspomnienia, anegdoty, którzy odcisnęli ślad na moim życiu. Żal… Ale życie toczy się dalej. Rok 2018 nie tylko mi zabierał- również dawał. Ślub córki, przyjście na świat wnuka, w miejsce pożegnanych znajomych wiele nowych, wartościowych znajomości. Zweryfikowałam wiele poglądów. Zmieniłam zdanie na temat wielu osób. Dokonałam przewartościowania. Rok 2018 nauczył mnie jednego, niczego nie odkładać na później, zwłaszcza spotkań z ludźmi, bo można nie zdążyć L. Od wigilii nieustannie myślę o ostatnich trzech tygodniach, których właściwie nie wykorzystałam. Kiedy wydawało mi się, że moja mama jest niezniszczalna i będzie zawsze. A przynajmniej jeszcze przez bardzo długi czas. Ważne były dla mnie lekcje, kursy, plany zawodowe. Ciągły wyścig z czasem, choć tak naprawdę wcale nie musiałam się z nim ścigać. I nagle wszystko się skończyło, straciłam szansę i nigdy już nie będę jej miała…
W ostatnim dniu 2018 roku pożegnałam swoją koleżankę z dawnej pracy… Przez cały rok planowałam, że ją odwiedzę. Że może w końcu pójdę z nią na działkę, którą zawsze się chwaliła. Odwlekałam te odwiedziny, bo ciągle było coś ważniejszego, pilniejszego. I też nie zdążyłam… Nie miałam pojęcia, że chorowała. Kiedy spotykałyśmy się przypadkiem na ulicy opowiadała o operacji męża, o swoim wyjeździe do przyjaciółki do Niemiec, o wielu innych rzeczach tylko nie o tym, że choruje. A ja myślałam o niej jak o mojej mamie, że jest niezniszczalna.
Wydawało by się, że z każdego życiowego doświadczenia wyciągam wnioski. Tak, wyciągam wnioski, tylko czasami stanowczo za późno.

Rok 2019 jest dla mnie rokiem ważnym. Popularnie mówi się: zmiana kodu J. Tak, niedługo stuknie mi pięćdziesiątka, półwiecze. Chciałabym, żeby był to mój półmetek, ale to nie ode mnie zależy. Nie wiem ile mam gdzieś tam zapisanego czasu. Chciałabym tylko nie zmarnować ani godziny. Mieć go dla rodziny, dzieci, wnuków i znajomych. Ale też dla siebie. Trochę zwolnić, nabrać dystansu, spuścić powietrze. Pobyć ze sobą i dla siebie. I zwiększyć asertywność… tylko czy potrafię?
Zmiany rozpocznę w środę od wizyty u fryzjera J… a potem koniecznie muszę wrócić do biegania
i rozsądnej diety, bo … waga dzisiaj do mnie przemówiła. I wcale nie była dla mnie miła!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz