Liczba wejść na mojego bloga spada :( Może jest zbyt mało kontrowersyjny? W zasadzie nie przejmuję się tym za bardzo, bo na życie zarabiam poprzez normalną, etatową pracę, a pisanie to jedynie relaks i rozrywka. Mam swoich wiernych czytelników i to mi wystarcza. Niedawno spotkałam w wejściu do biblioteki moją wychowawczynię z podstawówki, panią Rajczakowską. Przywitałyśmy się bardzo serdecznie. Pani Rajczakowska powiedziała, że czyta, za każdym razem jak odwiedza panią Elę :) I wtedy utwierdziłam się w przekonaniu że: po pierwsze warto pisać, po drugie... miałam świetne dzieciństwo i młodość, skoro tuż przed pięćdziesiątką nadal jestem zaprzyjaźniona ze swoimi nauczycielami i wielu z nich mnie wspiera :) A kiedy rozmawiam ze swoimi dziećmi, które pomimo tego, że niedawno pokończyły szkoły, jednak nie mają takich wspomnień i przyjaźni. Czy to świadczy o tym, że teraz nauczyciele są inni?
Moi nauczyciele...
Przypomniałam sobie pewne zdarzenie z budowlanki.Było to już w drugiej klasie. Mieliśmy bardzo fajny przedmiot, który nazywał się "rysunek odręczny". Zajęcia prowadziła pani Krysia Kożuszko. Polegały głównie na szkicowaniu. Przy okazji szkicowania czy malowania uczyliśmy się zasad proporcji i perspektywy. Sama uwielbiałam pracę ołówkiem bądź węglem. Do dzisiaj mi to pozostało. Kiedy nad czymś myślę, kreślę ołówkiem przeróżne wzory :) Ale nie o tym chciałam napisać. Na lekcje rysunku potrzebowaliśmy bloków rysunkowych. Większość uczniów mojej klasy dojeżdżało do szkoły autobusem (tak, kiedyś po wioskach jeździły autobusy) a ja mieszkałam zaledwie 30 metrów od szkoły. Chciałam ulżyć kolegom i przechowywałam u siebie w domu wszystkie bloki. Przynosiłam je na zajęcia.
Stałam na pietrze budynku przy ulicy Prusa i przez barierkę dyskutowałam z którymś z kolegów. Zapewne pytał, czy idę po bloki. Rzuciłam mu przez barierkę worek z książkami i poprosiłam, żeby zabrał do klasy. I wtedy pojawiła się za mną pani Ewa Czeleń, polonistka, postrach klas, w których uczyła. Moja klasa miała kontakt z panią Czeleń tylko podczas zajęć teatralnych. Zdaje się, że tylko ja na nie uczęszczałam. W każdym bądź razie usłyszałam: Aleś ty Talarek wygodna!- Chodziło chyba o ten worek.- Nie miałaś jeszcze krótszej spódnicy? Takiej do pępka?- zapytała
Mam pewną przypadłość, która towarzyszy mi do dnia dzisiejszego. Czasami szybciej odpowiadam niż myślę. Odpowiedziałam więc: Wydaje mi się, że moja spódnica jest w porządku. Mam siedemnaście lat i całkiem niezłe nogi, natomiast... czy panią ten pasek zbyt bardzo nie obciska?- pani Ewa była bardzo elegancką kobietą o doskonałej figurze. Zawsze wyczesana w wysoko upięty blond kok. W tamtej chwili miała na sobie łososiowy kombinezon, podkreślający talię szerokim, czarnym paskiem. Moja odpowiedź trochę ją zapowietrzyła. A potem z oburzeniem stwierdziła, że jeszcze nikt nigdy się nie ośmielił itp. itd.
Wydawałoby się, że popsuje to nasze relacje. Nigdy tak się nie stało. Kiedy zostałam już matką, a było to parę miesięcy po zdarzeniu, spotkałam panią Ewę na spacerze. Bardzo ubolewała nad moją decyzją o rezygnacji ze szkoły. Za każdym razem interesowała się moimi sprawami i mocno mi kibicowała. Potem została kierownikiem wydziału oświaty w starostwie. I nadal utrzymywałyśmy doskonałe relacje. Niedawno spotkałam panią Ewę na spacerze z wnuczką. Miałam swój dyżur przy Krzywej Wieży, a ona przechadzała się dokoła kościoła. Zatrzymała się koło mnie na pogaduszki. A na koniec powiedziała: Widzisz Beata, wyprzedziłaś mnie, wcześniej niż ja zostałaś babcią :)
Lata mijają, rodzą się nowe dzieci, a pani Ewa Czeleń jest zawsze taka sama: wysoka, postawna, o doskonałej figurze i fryzurze. I nieodmiennie pyta: Co tam u ciebie Jagódko?
Pani Krysia Kożuszko również pozostaje w gronie moich znajomych, tych realnych jak i facebookowych. Spotykamy się nieraz koło, regału, kiedy obie polujemy w sekond handzie :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz