Za oknem cudowna wiosna. A mnie od rana prześladują dziwne myśli. Może dlatego, że od bladego świtu setki razy z telewizora padło słowo "in vitro". Jestem całym sercem za pomocą ludziom, którzy się kochają, aby mogli przeżyć cud narodzin i szczęście posiadania dziecka, nawet, kiedy natura jest dla nich niełaskawa. Jestem jak najbardziej za, ale... Tu właśnie pojawia się moje "ale". Nie dawno słuchałam audycji, z której dowiedziałam się, że angielscy naukowcy znaleźli sposób na wyeliminowanie chorób genetycznych w zarodkach zapłodnionych metodą in vitro. Z jednej strony super, ale... kto właściwie będzie rodzicem dziecka, skoro do zapłodnienia zostanie użyty materiał co najmniej trzech osób? a co się stanie, kiedy genetyka będzie stała na tak wysokim poziomie, że będzie można płodzić dzieci na zamówienie? albo stworzy się organizm ludzki dla części zamiennych? Taka perspektywa, nie ukrywam, mnie przeraża. A przecież jest możliwa.
Łatwo jest oceniać tych, którzy za tak ważne dla ludzkości decyzje odpowiadają. Ale czy ktoś z nas chciałby przyjąć na swoją klatę odpowiedzialność za konsekwencje? Jak stworzyć przepis, który uszczęśliwiłby wszystkich? Całe szczęście, że nie mam politycznych ambicji.
Następne kontrowersyjne tematy to: aborcja i eutanazja. Jeżeli chodzi o eutanazję, to jestem zdecydowanie przeciw. I nie pytajcie dlaczego. Nie potrafię wymienić swoich argumentów. Po prostu intuicyjnie, sercem jestem przeciw. Aborcja (niektórzy traktują je na równi, ale ja dostrzegam różnice) jest niewątpliwie wielkim nieszczęściem i nie powinna być powszechna. Nie jestem zwolenniczką przerywania ciąży na życzenie. Używania jej jak środka antykoncepcyjnego. Ale... zdarzają się sytuacje, w których przyszli rodzice dowiadują się, że ich dziecko jest poważnie uszkodzone genetycznie, że nigdy nie będzie normalnie funkcjonować, że skazane jest na powolną agonię... Albo, że zaraz po urodzeniu umrze. Nie każdy człowiek jest w stanie nieść z pokorą takie brzemię. Miałam to szczęście, że nigdy nie musiałam stanąć przed takim wyborem. I nie potrafię nawet przed samą sobą odpowiedzieć na pytanie, co bym zrobiła? Dlatego uważam, że nie można ingerować w sumienia rodziców. Tym bardziej, że ingerencja osób trzecich, czy instytucji kończy się praktycznie z chwilą urodzenia dziecka niepełnosprawnego. Bo gdyby opieka państwa była wystarczająca, to czy matki dzieci chorych protestowałyby w Sejmie???
Nie śmiałabym potępić takich rodziców za podjętą decyzję o aborcji. Każdy ma swoje sumienie i każdy sam u schyłku życia będzie robił swój bilans... Miałam znacznie więcej przemyśleń na ten temat, ale już mi się nie chce pisać. Wspomnę jeszcze o losie rodzeństwa dziecka niepełnosprawnego. Jak myślicie, czy w sytuacji, kiedy cały świat kręci się wokół leczenia, rehabilitacji, zabiegów, operacji, braku środków, siły, czasu, nadziei... wszystko wokół chorego dziecka. Co czuje to zdrowe? Czy jest szczęśliwe? Czy jego potrzeby są w pełni zaspokojone??? Te sprawy znam jedynie teoretycznie. Może wypowie się ktoś, kto zna to z autopsji?
Życie jest jednak pełne dylematów.
Nie śmiałabym potępić takich rodziców za podjętą decyzję o aborcji. Każdy ma swoje sumienie i każdy sam u schyłku życia będzie robił swój bilans... Miałam znacznie więcej przemyśleń na ten temat, ale już mi się nie chce pisać. Wspomnę jeszcze o losie rodzeństwa dziecka niepełnosprawnego. Jak myślicie, czy w sytuacji, kiedy cały świat kręci się wokół leczenia, rehabilitacji, zabiegów, operacji, braku środków, siły, czasu, nadziei... wszystko wokół chorego dziecka. Co czuje to zdrowe? Czy jest szczęśliwe? Czy jego potrzeby są w pełni zaspokojone??? Te sprawy znam jedynie teoretycznie. Może wypowie się ktoś, kto zna to z autopsji?
Życie jest jednak pełne dylematów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz