wtorek, 22 września 2015

Za co kocham swoje miasto? Trudno powiedzieć. Może za to poczucie przynależności, od pokoleń. Nie tak wielu pokoleń, bo zaledwie trzech. Pamiętam jak jako dziecię maleńkie chodziłam za rękę z prababcią Adelą na zakupy. Byłam zaczepiana przez różne starsze osoby i wypytywana o przeróżne sprawy. Nic się od tego czasu nie zmieniło. Poza tym, że babcia od prawie czterdziestu lat przebywa w lepszym świecie. Oczywiście miasto się zmienia. Zmieniają się jego mieszkańcy, ale i tak pokonując drogę z domu do pracy wielokrotnie się zatrzymuję, żeby zamienić parę słów z bliższymi i dalszymi znajomymi.I tak od wielu, wielu lat. Rośnie liczba znajomych. Dorastają kolejne pokolenia. Przez większą część życia działałam w różnych organizacjach. Przede wszystkim w harcerstwie. I właśnie stamtąd wywodzi się większość znajomych. Czasami przeraża mnie świadomość upływającego czasu, kiedy witają mnie dzieci moich dawnych zuchów czy harcerzy. A kiedy te dzieci dzieci mają już własne dzieci... Cóż, czas płynie nieubłaganie.
Życie nie zawsze jest łatwe. Bywają lepsze i gorsze chwile. Spacer po mieście zawsze działa na mnie kojąco. Prawie każdy zakamarek skrywa jakieś wspomnienie. Każdy mijany człowiek otwiera jakąś lukę w pamięci. Bo nawet menel siedzący na ławce był kiedyś młodym, zwykłym człowiekiem, z którym grałam w piłkę czy spotykałam na dyskotece. Nie potrafię go minąć i udać, że nie znam. Idę więc przez miasto i odpowiadam na każde cześć i dzień dobry, bez względu na to, kto to mówi. Nigdy nie daję pieniędzy, ale chętnie zorganizuję kurtkę, buty czy koc. Czasami robi mi się smutno. Zwłaszcza wtedy, kiedy mijany, zniszczony człowiek w dzieciństwie niczym nie odstawał od rówieśników. Przypominają mi się pewne wakacje. W porannej telewizji puszczano serial dla młodzieży "Stawiam na Tolka Banana". Prawie natychmiast poczułam misję. W okolicy Konopnickiej znajdowało się wiele dzieci, które były zmuszone do spędzania wakacji na ulicy i samodzielnej organizacji czasu. Z tej samodzielnej organizacji wychodziły czasami same kłopoty. Zainspirowana serialem i akcją pt. Niewidzialna Ręka postanowiłam zająć się organizacją czasu wolnego. W tym celu wyprosiłam od babci dostęp do komórki na podwórku. Była bardzo zagracona, co w niczym mi nie przeszkadzało, a wręcz pomagało. Postanowiłam zorganizować podwórkową drużynę Niewidzialnej Ręki. Potrzebowaliśmy bazy, więc komórka była jak najbardziej odpowiednia. Spędziliśmy cały miesiąc wakacji na urządzaniu w niej bazy i pomaganiu okolicznym emerytom. Potem, w następnym miesiącu pojechałam na obóz i drużyna mi się rozpadła. Ale właśnie o tych wakacjach przypomniał mi nie tak dawno kolega Sławek, który do tej drużyny należał. Niestety, parę miesięcy temu Sławek umarł, w wieku 44 lat.
Pierzeja północna od strony ulicy Grunwaldzkiej dawniej

Pierzeja północna od strony ulicy Grunwaldzkiej dziś

Pierzeja północna i fragment pierzei wschodniej od strony ulicy Kościuszki dawniej

To samo ujecie dziś

Słynny kamień na rogu Konopnickiej i Poprzecznej. 
Ten, który na nim siedział coś w grupie znaczył :)
Dziś kamień stoi samotny. Nie ma chętnych do siadania. 
Czasy się zmieniły :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz