czwartek, 11 czerwca 2015

Mam tak dużo cudownych wspomnień z jedynki, że nie wiem od czego zacząć. Szkoła była całkiem inna niż myszkowska. Zdecydowanie mniejsza i przytulniejsza. Żadnej anonimowości. Niektóre klasy były dzielone na pół, aby dostać się do swojej, należało przejść przez inną klasę. Utrudnienie dla tych, którzy lubili się spóźniać. Zawsze na pierwszą lekcję spóźniał się Krzysiek Sałacki, ale chyba nic sobie z tego nie robił, że musiał przejść przez obcą klasę. Z dziewczynami ułożyłyśmy słowa piosenki, specjalnie dla Krzyśka:" Ósma już godzina, lekcja się zaczyna, a Sałacki śpi, a Sałacki śpi". Ale to przypadłość tych wszystkich, którzy mieszkają blisko szkoły. Gdy poszłam do szkoły średniej, która znajdowała się na mojej ulicy, również często się spóźniałam.
Zaraz na początku mojej kariery w jedynce udało mi się zorganizować ucieczkę w dniu wagarowicza :) W Myszkowie mieliśmy ten dzień w całości organizowany, więc przeniosłam myszkowski zwyczaj do Ząbkowic. Uciekła prawie cała klasa. Pierwsze wagary spędziliśmy na łące za zamkiem, przy ognisku. Nasza klasa należała do raczej zgranych. Zdarzały się konflikty i różnice zdań, ale zawsze dochodziliśmy do porozumienia.
W jedynce rozwinęła się moja harcerska kariera. Byłam mile zaskoczona, kiedy w tak małej szkole zastałam kilka drużyn harcerskich, którymi opiekowali się nauczyciele. Na początku nie wiedziałam, którą wybrać? Sportową druha Stanisława Becka? Artystyczną druha  Czesia Mostowego? Czy może drużynę druha Janusza Wójcika? Wybrałam drużynę Wójcika, ale to i tak nie miało znaczenia, ponieważ cały Szczep działał prężnie. Od chwili wstąpienia do drużyny, aż do końca podstawówki miałam zagospodarowane wszystkie weekendy :) Przeszliśmy setki kilometrów górskich szlaków. Wyśpiewaliśmy setki piosenek i nawiązaliśmy setki znajomości a nawet przyjaźni. Nauka w szkole podstawowej nr 1 im. Tadeusza Kościuszki to najcudowniejszy i najszczęśliwszy okres w moim dzieciństwie



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz