środa, 24 czerwca 2015

Przyjaźń... słowo, którego się nadużywa. Ale czy na pewno? Istnieją różne rodzaje przyjaźni. Niektóre nawiązujemy we wczesnym dzieciństwie i nie zawsze trwają do końca życia, ale na pewno do końca życia pozostają w sercu. Nie mogę sobie przypomnieć początku przyjaźni z Mariolą, ale na pewno była to moja największa i najważniejsza przyjaciółka z dzieciństwa. A teraz... może nie odwiedzamy się i nie pijemy porannych kawek, ale gdyby któraś potrzebowała pomocy, na pewno by ją od drugiej otrzymała.
Z Mariolą wiąże się mnóstwo wspomnień, naprawdę mnóstwo fantastycznych przygód. Ale należy zacząć od początku :)
Ja już wspomniałam, nie pamiętam początku, poznania, pierwszego spotkania. Przypuszczam, że stało się to za sprawą innej koleżanki z dzieciństwa, Ani. A właściwie za sprawą mamy Ani. Ania była najmłodsza w swojej rodzinie. A różnica wieku pomiędzy nią a jej rodzeństwem była spora. Pewnie nie z własnej winy, ale z powodu chuchania i dmuchania na nią przez jej mamę, uznawaliśmy ją za nie pasującą do reszty damę. Mama Ani wychylała się przez okno, żeby ostrzec, że się spoci. Albo wołała do domu na podwieczorek (posiłek innym nie znany), na który dostawała wypasione kanapeczki, truskawki czy inne owoce. Ania oczywiście nie chciała chodzić sama, więc dostąpiłam zaszczytu towarzyszenia jej przy posiłkach. Kiedyś, w związku z tym towarzyszeniem, miało miejsce zdarzenie, które o mały włos nie przyprawiło moją babcię o zawał serca :) Byłyśmy małe, ja w pierwszej a Ania w drugiej klasie podstawówki. Mama zawołała ją na posiłek, ja jej towarzyszyłam. Było to wczesnym popołudniem, bo pamiętam, że szła na drugą zmianę do pracy. A pracowała w cukrowni, to pamiętam dokładnie. Zjadłyśmy przygotowane kanapki i postanowiłyśmy pobawić się w domu. Anka zaprosiła mnie do pokoju, którego okna wychodziły na podwórko. Do dziś pamiętam stare, solidne meble: szafę, komodę i stół. Pod stołem urządziłyśmy sobie kącik i przykryły się kocem. W prawie całkowitej ciemności zaczęłyśmy sobie opowiadać straszne historie. Oczywiście wszystkie zmyślone, ale bardzo emocjonujące. O duchach, strachach, diabłach... W pewnym momencie Anka stwierdziła, że w komodzie mieszka diabeł i czasami z niej wychodzi, ale bardzo rzadko. A w szafie zamieszkuje duch jej zmarłego taty. W tym czasie na dworze zdążyło się już ściemnić, a my ciągle tkwiłyśmy pod stołem, coraz bardziej się nakręcając strachem. Żadna z nas nie chciała wyjść spod stołu. Do domu zdążył wrócić z pracy brat Anki. Zajrzał do pokoju, ale było ciemno i pusto, więc uznał, że nas nie ma. A pora późna. No i rozpoczęły się poszukiwania. Nie wiem o której godzinie zostałyśmy odnalezione pod tym stołem, ale było bardzo późno. Lania nie dostałam, bo byłam wystarczająco przerażona, ale dostałam zakaz chodzenia do kogokolwiek, bez powiadomienia rodziny. Zresztą i tak nie chciałam się bawić u Anki, bo ciągle przeszkadzała mi obecność tego ducha. Anka też w niego uwierzyła. Siła autosugestii :)
Mariola mieszkała w tej samej kamienicy, tyle, że na trzecim piętrze. Też miała starsze rodzeństwo, dwóch braci. Nie wiem w jaki sposób rozpoczęłyśmy swoją znajomość, ale po pewnym czasie byłyśmy nierozłączne. Stała się dla mnie jak siostra, której jeszcze wówczas nie miałam.
Oczywiście nasze przygody wymagają osobnych wpisów, bo są niesamowicie malownicze.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz