Powoli zbliżały się wakacje. Nauczyciele wystawiali już oceny. Moje oceny były w porządku, z wyjątkiem tej matematyki. Pani Tutaj, nasza matematyczka, rozpoczęła przepytywania, aby móc wystawić końcowe stopnie. Przepytywała również mnie. W końcu byłam trójkową uczennicą. Sprawdzała moją wiedzę prawie na każdej lekcji. Matematyka nie sprawiała mi kłopotów, więc te odpytywania w ogóle mi nie przeszkadzały. Po którejś tam lekcji nauczycielka zadała mi pytanie, skąd u mnie trójka, skoro rozwiązywanie zadań sprawia mi widoczną przyjemność? Czyżby w Myszkowie był tak wysoki poziom? Nie pamiętam oceny końcowej w szóstej klasie, ale w każdej następnej miałam celujący z matematyki. Włącznie z oceną z matury, na której jako przedmiot dodatkowy wybrałam właśnie matematykę.
Po trzydziestu latach od zakończenia podstawówki, z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że miałam mądrych, dobrych i życzliwych nauczycieli. Koniecznie muszę wspomnieć panią Kosmaty, nauczycielkę geografii. Geografia nie była moim hobby. Program nauczania był raczej nudny i mało zajmujący. Ale pani Kosmaty zaradziła nudzie. W każdej klasie mieliśmy przeczytać dowolną książkę geograficzną i ją zreferować. Pierwszą książką o tematyce zarówno geograficznej, jak i przygodowej, jaką przeczytałam była "Tomek w krainie kangurów" Alfreda Szklarskiego. A potem to już poszło. Okazało się, że geografia może być fascynująca. A zwłaszcza geografia naszego regionu. Miłością do górskich wędrówek zaraził mnie pan Stanisław Beck, nauczyciel wychowania fizycznego. Razem z historykiem, Januszem Wójcikiem, organizowali niezliczoną ilość rajdów i wycieczek, na których integrowały się wszystkie klasy, ponieważ wędrowaliśmy w mieszanych grupach.
No i harcerstwo... prężnie działająca organizacja pod wodzą Komendanta Szczepu im. Tadeusza Kościuszki, dh phm Janusza Wójcika.
Pod koniec roku szkolnego, nie pamiętam dokładnie, ale było to przed słynnym "Grześkowym" rajdem, zostałam wysłana do "domu partii", do dh Słonopasa. W celu przytargania, bądź uzyskania związanych z rajdem informacji. Dom partii, czyli siedziba PZPR, znajdował się w obecnym budynku PKO. Na samej górze miała swoją siedzibę Komenda Hufca ZHP. Były to czasy mocnego upolitycznienia organizacji, ale dla nas, dzieci i młodzieży, absolutnie nie miało to żadnego znaczenia. Poszłam. Przez całą drogę powtarzałam sobie nazwisko osoby, do której miałam się zgłosić. Ale jak to zwykle bywa... zapomniałam. Doszłam do wniosku, że jak już wejdę do środka i przejrzę tabliczki na drzwiach, to sobie przypomnę :) Nie dane mi było. W progu przywitał mnie wysoki mężczyzna pytając, kogo szukam? - Druha..... Świniopasa!- wypaliłam bez zastanowienia. - A może Słonopasa? - O, właśnie, Słonopasa. Gdzie go znajdę? - A, to ja jestem :) Myślałam, że ze wstydu zapadnę się pod ziemię. Ale niestety, ziemia nie chciała się rozstąpić i pochłonąć mnie z moim wstydem. Tak rozpoczęta znajomość przetrwała trzydzieści lat... i trwa nadal.
A to cząstka naszej klasy z Januszem Wójcikiem,
nauczycielem historii i komendantem szczepu ZHP

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz