"Nieszczęścia chodzą parami". Tak mówiła moja babcia. Ja modyfikuję to powiedzenie. Nieszczęścia chodzą stadami, przynajmniej w moim przypadku :) Nie chodzi tu oczywiście o jakieś ogromne dramaty, tylko o takie zwykłe, popularne "nieszczęściątka": list urzędowy niekoniecznie zawierający życzenia z okazji jubileuszu, zepsuty odkurzacz, cieknący kran czy zła wiadomość dotycząca kogoś bliskiego. Ciekawe, że ta zasada nie dotyczy dobrych wiadomości. Te zwykle los dozuje pojedynczo. Żeby człowiekowi od nadmiaru szczęścia nie poprzewracało się w głowie. No cóż, nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Hakuna matata, trzeba cieszyć się małymi rzeczami. Za oknem świeci słońce, robi się coraz cieplej. Jest dobrze. Tyle, że trzeba w końcu ogolić nogi.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz