Słońce! Nareszcie. Słoneczny poranek nastraja pozytywnie. Wydawałoby się, że nic nie może człowieka zirytować. Szłam do przedszkola wystawiając twarz do słońca i cieszyłam się porankiem. Właśnie myślałam o tym, że w takim dniu nic nie może wyprowadzić mnie z równowagi. Chociaż teraz bardzo trudno mnie zdenerwować. Kiedyś irytowałam się nie zakręconą pastą do zębów, skarpetkami pod stołem, nie wypłukaną po kawie szklanką i wieloma, wieloma innymi drobiazgami. A teraz... luzik.
Idę więc zadowolona z życia, zaprowadzam wnuczkę do przedszkola. Następnie zabieram na spacer psa. W każdej kieszeni mam woreczki do sprzątania nieczystości po moim futrzaku. Sunia załatwia swoje potrzeby, ja sprzątam... po czym szukam odpowiedniego kubełka. Najbliższy znajduje się w lasku za wiaduktem, więc niosę tam woreczek. Nie ma sprawy. Pies jest zadowolony bo przedłużamy spacer. Nadal zadowolone z życia i pogody wracamy do domu. Przed swoim budynkiem wystawiam twarz do słońca i... w tym momencie wdeptuję w ogromne, psie gówno!!! Cholera... i jak tu się nie irytować???

Tez mnie to wkurza!
OdpowiedzUsuń