środa, 14 października 2015

Dziś dzień nauczyciela !!! I chociaż szkoła już dawno została za mną, to co zawdzięczam swoim nauczycielom ciągle żyje we mnie. Pogoda barowa, wiec sprzyja rozważaniom. Wrócę więc do samego początku mojej edukacji.
Absolutnie nie pamiętam mojej nauczycielki z pierwszej klasy w Zawierciu. Pół roku szkolnego widocznie było dla mnie za mało, żeby wyrobić sobie jakiekolwiek zdanie. Jedyną rzeczą, która utkwiła mi w pamięci, to śpiewanie hymnu klasowego przed każdą pierwszą lekcją:"Gdy dzwoneczek się odezwie biegniemy do szkółki, by pracować (coś tam coś tam) jak robocze pszczółki. Dana moja dana, szkółko ukochana, chętnie cię witamy, bo szczerze kochamy". Nie wykluczone, że teraz lekcje rozpoczynałaby modlitwa. Ale ja swoją edukację rozpoczęłam w świeckiej, socjalistycznej szkole. A potem nagle, nocą, opuściłam Zawiercie i pojawiłam się w Szkole nr 4 w Ząbkowicach. Wychowawczynią była pani Grudzień. Bardzo spokojna i cierpliwa nauczycielka. Tylko nie wiem dlaczego pamiętam również lekcje z panią Zub (matematyka) i panią Pater (przyroda). Pani Pater pewnie o tym nie wie, że nauczyła mnie na całe życie, co to jest cudza wartość intelektualna. A było to w trzeciej klasie podstawówki. Nie pamiętam czy miała z nami zastępstwo, czy może robiliśmy zadanie w ramach jej lekcji. W każdym bądź razie mieliśmy napisać wiersz albo opowiadanie. A ja, z czystego lenistwa tylko troszeczkę przerobiłam znany mi na pamieć tekst ze Świerszczyka (to było takie pisemko dla dzieci). O tym, że plagiat jest niedozwolony uświadomiła mi stawiając dwóję. I była to chyba moja pierwsza w życiu dwója. A potem znowu spakowałam manatki i wyjechałam do Zawiercia. W czwartej klasie byłam tylko pół roku i znowu nie zapamiętałam żadnego z nauczycieli. Zapamiętałam zdarzenia, ale nie nauczycieli. Po pół roku znowu wyjazd. Tym razem do Myszkowa. A w Myszkowie...zapamiętałam do dzisiaj dwie nauczycielki; jedną dobrze, drugą źle :) Ale obie czegoś mnie nauczyły. Pani Wrona, polonistka i wychowawczyni. Zaszczepiła we mnie miłość do teatru, występów, recytacji...W czwartej klasie napisałam skromną nowelkę, bardzo mocno wzorowaną na nowelach Prusa. Pisałam o samotności i marzeniach pewnej niewidomej dziewczynki. Pani Wrona przeczytała, oceniła i poradziła, żebym pisała bardziej samodzielne teksty, żebym dużo czytała, zdobywała wiedzę... Bardzo lubiłam, kiedy zadawała nam do napisania wypracowania. Zresztą lubię pisać do dzisiaj. Natomiast nazwiska drugiej nauczycielki nie wymienię. Uczyła matematyki i była na najlepszej drodze do zniechęcenia mnie do tego pięknego przedmiotu. Oceniała mnie bardzo źle i niesprawiedliwie, bo nie należałam do jej ulubieńców. Ale nauczyła mnie walczyć o swoje. Zrobiła ze mnie wojowniczkę, co mi się wielokrotnie w życiu przydało. Połowa szóstej klasy i znowu zmieniam szkołę i nauczycieli. Pojawiam się w ząbkowickiej jedynce. I spotykam nauczycieli, do których do dnia dzisiejszego czuję sentyment i sympatię. Pozwolę sobie napisać parę słów o każdym. Pani Rajczakowska, polonistka i wychowawczyni. Bardzo spokojna i ciepła osoba. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek krzyczała. Ale błąka mi się po pamięci wizja tego, że kiedyś doprowadziliśmy ją do płaczu. Nie wiem z jakiego powodu, ale co by to nie było, pragnę ją za to przeprosić. Parę lat temu zrobiłyśmy sobie spotkanie, niestety w małej grupie samych pań, uczennic klasy B z jedynki. Przyszła na to spotkanie pani Rajczakowska i pani Ela Jaszek (wychowawczyni klasy I-III, do której niestety wtedy nie chodziłam). Pani Rajczakowska przyniosła ze sobą na spotkanie książkę, którą podarowaliśmy jej na koniec ósmej klasy. Wszyscy byliśmy w niej podpisani. No i pamiętała nasze imiona i nazwiska. Po ćwierć wieku :) Następną osobą, która odcisnęła na mnie swoje piętno była pani Tutaj, matematyczka. Nie wszyscy za nią przepadali, bo wiadomo, matematyka nie należy do ulubionych przedmiotów. Pani Tutaj odbudowała moją wiarę w swoje matematyczne umiejętności. I za to jestem jej wdzięczna. Janusz Wójcik, historyk, już nieżyjący. W tych trudnych czasach pokazał mi historię w sposób prawdziwy, bez upiększeń. Miał swoje wady, ale i tak wspominam go z ogromnym sentymentem. Czesiu Mostowy, plastyka i muzyka. Nie wmówił mi, że jestem uzdolniona muzycznie, ale pokazał, że muzyka to nie tylko umiejętność grania czy śpiewania, ale również słuchania. To dzięki tym lekcjom potrafię słuchać, znam kompozytorów i ich dzieła, a przynajmniej te najistotniejsze i wiem co to jest opera, operetka, balet. Wiem, co to jest uwertura oraz to, że malowanie na olejno i obraz olejny to nie jest to samo :). Pani Kosmaty, geografia... już kiedyś pisałam o tym, jak zaszczepiła we mnie chęć poznawania świata, nawet teoretycznie. Pokazała, że książka geograficzna również może być ciekawa. Dzięki niej potrafię posługiwać się mapą i wiem, że Podkarpacie i Karpacz to nie to samo miejsce :) Pani Wasyluk, chemiczka... do dnia dzisiejszego wiem, że podczas elektrolizy wody nie należy mieszać elektrod, bo mieszanina pioronująca jest naprawdę wybuchowa. Pokazała nam chemię nie tylko teoretycznie, ale również w doświadczeniach. Pan Rajczakowski, fizyk i dyrektor. Jemu zawdzięczam to, że fizyka nie była żadną czarną magią. Zachęcił mnie do rozwiązywania zadań z książki dla studentów, Kruczka. Pani Goryl, zajęcia praktyczno- techniczne. Do dzisiaj przyszycie guzika nie stanowi dla mnie problemu. Zresztą jeżeli chodzi o naprawy, to z moich umiejętności korzysta cała rodzina. Pani Krysia Gawęda, już nieżyjąca, nauczyła mnie, że ruch jest ważny. I że nie trzeba być wyczynowcem. Nigdy nie korzystałam z wymówki o niedyspozycji. Zawsze ćwiczyłam na w-fie. I została mi jeszcze jedna osoba. Nie wpłynęła na mnie w jakiś szczególny sposób. Tak naprawdę nawet jej nie lubiłam. Ale wiedzę mi jednak przekazała. To pani Jarema od biologii. Nie należała do osób wylewnych. Ale była dobrym nauczycielem. A potem przyszedł czas, w którym należało pożegnać podstawówkę i pójść dalej wybraną przez siebie drogą. Wybrałam budowlankę, a wraz z nią wielu cudownych nauczycieli. Pani Zajączkowska, moja ukochana polonistka, pani Narwojsz, historyczka, pani Miszkiewicz, matematyczka. Jej zawdzięczam bardzo dużo. Starała się rozwijać moją matematyczną wiedzę. Niestety skrzydła mi odpadły, gdy przeniosłam się na wydział zaoczny. Tam liczyło się tylko ZZZ. Z moich umiejętności chętnie korzystał matematyk, ale niestety nie nauczył mnie niczego nowego. Tak samo było z językiem polskim, fizyką, chemią. Z budowlanki został mi jeszcze pan Figzał, fizyk. W ramach lekcji prowadziliśmy ze sobą zacięte dyskusje. Fajne były te lekcje. Nie tak dawno spotkałam w parku panią Jakóbczyk, nauczycielkę chemii. Siedziałyśmy razem na ławeczce i zerkały na swoje wnuki, wspominając oczywiście szkołę. Bo z moimi nauczycielami utrzymuję kontakt do dzisiaj. To fantastyczni ludzie. I za to w dniu dzisiejszym składam im najserdeczniejsze podziękowania.
To nasze spotkanie po latach. 
W środku pani Jaszek i pani Rajczakowska

wspominany już przeze mnie wielokrotnie
Janusz Wójcik

Stanisław Beck uczący chłopców W-F
nasz opiekun wszelkich rajdów i wycieczek



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz