Koniec października sprzyja rozmyślaniom o tych, którzy już odeszli do lepszego świata. Wczoraj, przy okazji pobytu w Braszowicach, odwiedziłam przyjaciela... Bez trudu odnalazłam jego grób. Schludny, zadbany grobowiec... jakoś tak mało pasujący do Andrzeja. Tylko fotografia, na której widnieje oblicze z niesforną fryzurą... Rzadko mi się to zdarza, ale łza mi się w oku zakręciła. Zastanowiłam się, gdzie, w którym miejscu byłby teraz, gdyby dane mu było przeżyć tych dwanaście lat. Jego córka ma już swoją rodzinę. Jakim byłby dziadkiem? Tego już się nie dowiemy.
A dzisiejsze przedpołudnie spędziłam na cmentarzu. Wiadomo, porządki. Praca przy mogiłach, w samotności... i znowu refleksje. Każda cmentarna alejka jest miejscem ostatecznego zakwaterowania wielu znajomych. I właśnie im chciałabym poświęcić dzisiejszy wpis. Właściwie nie wiem, od kogo rozpocząć. Może więc w kolejności mijanych mogił.
Arek Zielonka... zginął w wypadku motocyklowym zaraz po zakończeniu służby wojskowej. Jedynak. Chodził do technikum budowlanego, do niższej klasy. Pozostawił żal i smutek rodziców. O wielkim smutku jego matki wiem bardzo dużo, bo przez wiele lat byłyśmy koleżankami z pracy. To, co jej zostało to smutek, samotność i życie wspomnieniami. I tak chyba jest do dzisiaj...
Aldona Petryszyn, koleżanka z klasy w czwórce. Zmarła w wieku 10-11 lat? Powikłania po operacji na wyrostek. Nie było mnie z Ząbkowicach, kiedy koleżanki i koledzy żegnali Aldonę. Jasiu Kruk... znajomość z Jasiem była krótka. Podpowiadałam mu na egzaminie wstępnym do technikum. W rezultacie Jasiu pozostał jednak w zawodówce i znaliśmy się jedynie na "cześć". Zginął w wypadku samochodowym. Nie dożył swojego ćwierćwiecza. Ewa Wiatrowska... pamiętam jej czarujący uśmiech i prześliczne, długie, kręcone, kasztanowe włosy. Dziewczyna z gatunku tych zawsze uśmiechniętych, radosnych... Znałyśmy się z budowlanki. Ona chodziła do klasy handlowej, czy gastronoma? Dokładnie nie pamiętam. I pomimo tego, że nasza znajomość była raczej luźna, nigdy nie przeszła obok bez przywitania. Zmarła na skutek zaczadzenia, w czasie kąpieli, razem ze swoim chłopakiem. I tak razem spoczywają w jednej mogile. Młodzi ludzie, którym nie dane było założenie rodziny, poczęcie dzieci... Razem na wieki... Uczestniczyłam w ich ceremonii pogrzebowej. Byłam już wtedy matką. Ostatnia mogiła, którą mijam... spoczywa w niej Bożena Lewańczyk, koleżanka, druhna z harcerstwa. Bożena zginęła w nieszczęśliwym wypadku pod koniec wakacji. Usnęła w pociągu i przespała stację, na której miała wysiąść. Wyskakiwała w biegu z pociągu i wpadła pod nadjeżdżający z przeciwka. Miała zaledwie 18 lat. Pogrzeb Bożeny był ogromnym przeżyciem dla całej ówczesnej braci harcerskiej. Nigdy nie zapomnę przemówienia dh Dziadka Pokryszki, w którym tak pięknie mówił o niebiańskich polanach, na których kiedyś spotkamy się przy ognisku...
Młodzi ludzie, którzy być może gdzieś tam żyją w lepszym, równoległym świecie... Pamięć o nich przetrwała, więc żyją... żyją w sercach bliskich, w pamięci znajomych, w obrazach z przeszłości...
"Życie ludzkie jest jak płomień świecy. Może zostać w każdej chwili zdmuchnięte, ale może wypalić się do końca. W obu przypadkach jednak zgaśnie..."
A dzisiejsze przedpołudnie spędziłam na cmentarzu. Wiadomo, porządki. Praca przy mogiłach, w samotności... i znowu refleksje. Każda cmentarna alejka jest miejscem ostatecznego zakwaterowania wielu znajomych. I właśnie im chciałabym poświęcić dzisiejszy wpis. Właściwie nie wiem, od kogo rozpocząć. Może więc w kolejności mijanych mogił.
Arek Zielonka... zginął w wypadku motocyklowym zaraz po zakończeniu służby wojskowej. Jedynak. Chodził do technikum budowlanego, do niższej klasy. Pozostawił żal i smutek rodziców. O wielkim smutku jego matki wiem bardzo dużo, bo przez wiele lat byłyśmy koleżankami z pracy. To, co jej zostało to smutek, samotność i życie wspomnieniami. I tak chyba jest do dzisiaj...
Aldona Petryszyn, koleżanka z klasy w czwórce. Zmarła w wieku 10-11 lat? Powikłania po operacji na wyrostek. Nie było mnie z Ząbkowicach, kiedy koleżanki i koledzy żegnali Aldonę. Jasiu Kruk... znajomość z Jasiem była krótka. Podpowiadałam mu na egzaminie wstępnym do technikum. W rezultacie Jasiu pozostał jednak w zawodówce i znaliśmy się jedynie na "cześć". Zginął w wypadku samochodowym. Nie dożył swojego ćwierćwiecza. Ewa Wiatrowska... pamiętam jej czarujący uśmiech i prześliczne, długie, kręcone, kasztanowe włosy. Dziewczyna z gatunku tych zawsze uśmiechniętych, radosnych... Znałyśmy się z budowlanki. Ona chodziła do klasy handlowej, czy gastronoma? Dokładnie nie pamiętam. I pomimo tego, że nasza znajomość była raczej luźna, nigdy nie przeszła obok bez przywitania. Zmarła na skutek zaczadzenia, w czasie kąpieli, razem ze swoim chłopakiem. I tak razem spoczywają w jednej mogile. Młodzi ludzie, którym nie dane było założenie rodziny, poczęcie dzieci... Razem na wieki... Uczestniczyłam w ich ceremonii pogrzebowej. Byłam już wtedy matką. Ostatnia mogiła, którą mijam... spoczywa w niej Bożena Lewańczyk, koleżanka, druhna z harcerstwa. Bożena zginęła w nieszczęśliwym wypadku pod koniec wakacji. Usnęła w pociągu i przespała stację, na której miała wysiąść. Wyskakiwała w biegu z pociągu i wpadła pod nadjeżdżający z przeciwka. Miała zaledwie 18 lat. Pogrzeb Bożeny był ogromnym przeżyciem dla całej ówczesnej braci harcerskiej. Nigdy nie zapomnę przemówienia dh Dziadka Pokryszki, w którym tak pięknie mówił o niebiańskich polanach, na których kiedyś spotkamy się przy ognisku...
Młodzi ludzie, którzy być może gdzieś tam żyją w lepszym, równoległym świecie... Pamięć o nich przetrwała, więc żyją... żyją w sercach bliskich, w pamięci znajomych, w obrazach z przeszłości...
"Życie ludzkie jest jak płomień świecy. Może zostać w każdej chwili zdmuchnięte, ale może wypalić się do końca. W obu przypadkach jednak zgaśnie..."
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz