Zostałam strasznie sponiewierana przez gorączkę. Prawie czterdzieści
stopni przez pięć dni skutecznie oderwało mnie od świata. Najgorsze było to, że
rozchorowaliśmy się rodzinnie…wszyscy. Cała trójka złożona grypą, z wysoką
temperaturą, bez kontaktu z otoczeniem. A w domu… zwierzęta, którym ciężko
wytłumaczyć, że nie mamy siły wyjść na spacer. Ale udało się przetrwać i powoli
wszystko wraca do normy. Jestem jeszcze trochę oszołomiona i osłabiona, ale
nieuchronnie dążę do zdrowotności… zaczynam dostrzegać pajęczyny na suficie J
Zwykła ( albo niezwykła) grypa uświadomiła mi, że żeby się leczyć trzeba
mieć niezłe zdrowie. Córka zadzwoniła do przychodni, bo ja nie miałam siły
nawet na rozmowę telefoniczną, żeby umówić mnie z lekarzem. No i umówiła… za
trzy dni. Cóż było robić, obejrzałam bloczek reklamowy polecający całą gamę
cudownych leków, które na bank postawią mnie na nogi i zdecydowałam się na
gripex. Pożarłam dopuszczalną dawkę leku, zgodnie z ulotką i czekałam na ten
super efekt. Niestety…w reklamach mocno przesadzają. Nie wypiękniałam i nie
wyzdrowiałam z natychmiastowym skutkiem, jak te wszystkie panie w reklamówkach.
Gorączka spadła mi tylko na chwilę, po czym powróciła z uciążliwym kaszlem.
Niby nic niezwykłego kaszel i gorączka… tyle, że po tym cudownym specyfiku,
który pożarłam w dopuszczalnej dawce przypętała mi się dolegliwość jelitowa,
która w parze z kaszlem… delikatnie mówiąc sprawiała kłopot. W sumie udało mi
się jakoś przetrwać do dnia audiencji u lekarza rodzinnego. Z wielkim trudem
udałam się do ośrodka i zajęłam miejsce w kolejce. Przychodnia zapchana do
granic możliwości… sezon grypowy można uznać za rozpoczęty. Czułam się
fatalnie. I nie byłam osamotniona. Ludzi naprawdę chorych było dużo, ale
pomiędzy chorymi, co chwilę pojawiali się cwaniacy. – Ja tylko na sekundę,
zapytam o coś pana doktora…- Ja tylko receptę, skierowanie, pytanie… tak jakby
te wszystkie czynności nie wymagały zajęcia czasu lekarzowi. I tak, co chwilę
pojawiał się cwaniaczek odsuwając w czasie poradę… W końcu dotarłam przed
oblicze pana doktora. – O, widzę, że pani chora. – Ależ skąd… tak towarzysko
sobie przyszłam.
Nie obyło się bez antybiotyku. Ale siły zaczęły mi wracać już po jednej
tabletce. I przez to, że trzy dni czekałam na wizytę moja choroba trwała tak
długo. Zmarnowany czas.
Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, grunt, że dostrzegam już te
pajęczyny, a one z kolei zaczynają mnie denerwować. Nie wykluczone, że już
jutro przystąpię do większych porządków J
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz