Kiedy zaczynałam pisać swój pierwszy pamiętnik miałam jakieś dziesięć lat. Ludzi w moim obecnym wieku postrzegałam jako takich, którzy stoją już nad grobem. 46 lat, toż to już schyłek życia, ciepłe kapcie, druty i bujany fotel. Jak to poglądy się zmieniają wraz z upływającym czasem. Nie powiem, że nie lubię ciepłych kapci. Lubię, ale poza nimi mam wiele zajęć, zainteresowań i jeszcze całkiem sprawnie się poruszam. A jak pomyślę, że do emerytury pozostało mi całkiem dużo lat, to czuję się wręcz jak młodzieniaszek :)
Kiedy kobieta staje się dojrzała ??? Rozważania nad wiekiem dopadają mnie zawsze przed urodzinami. Ta data niezmiennie od lat stanowi jakąś granicę. Nie potrafię określić na czym owa granica polega i co oznacza. Tak sobie smęcę. Pomyślałam niedawno, że osiągnęłam wiek balzakowski i rubensowskie kształty, czyli pełnię dojrzałości... ale dzisiaj uzmysłowiłam sobie, że wiek balzakowski już dawno przekroczyłam ( rubensowskie krągłości nadal mi się kształtują), więc co? mam już z górki?
Zaletą przekroczenia czterdziestki ( o zgrozo, ja mam już bliżej do pięćdziesiątki niż czterdziestki!!! ) jest swoboda wypowiedzi w wielu dziedzinach życia. Poglądy na wiele spraw mam jasno określone, potrafię mądrze poukładać priorytety, cieszyć się drobiazgami. Bo właśnie z drobiazgów składa się nasze życie. Oczywiście mam również troski, zmartwienia, okresy bezradności. Przechodzę delikatne stany depresyjne, bywam zniechęcona do wszelkiego działania...
Ten nieszczęsny czas "przedurodzinowy"
wpływa na mnie destrukcyjnie. Mam poczucie zmarnowanego czasu, niezrealizowanych planów, braku konsekwencji w działaniu. Na szczęście jest to stan przejściowy. Mija jak katar, zaraz po urodzinach.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz